expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział 12



Zniszczony, motelowy szlafrok wrzuciłam do kosza na korytarzu. Kurtkę Jurija oczywiście zostawiłam. Chciałam ją wyprać zanim mu ją oddam, ale niestety nie miałam jak. Swoje rzeczy położyłam na krześle, a z butelki upiłam jeszcze trochę wody, bo nagle zaschło mi w gardle. Ze złością spojrzałam na jedyne łóżko w tym pokoju. Pięknie, po prostu pięknie. Z każdym mogłam tu wylądować, z każdym, byle nie z nim.
Jak mogłam spokojnie zasnąć obok niego, tuż obok niego, po tym, co się ostatnio wydarzyło? Przecież ja całowałam tego potwora. I mimo, że bardzo chciałam to przed sobą ukryć, boleśnie mi się to podobało. Ile miałam jeszcze udawać, że mnie to nie boli? Ile jeszcze miałam udawać, że wyrzuciłam to z pamięci?
Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Dookoła koszar był las. Ciemny, zimny i gęsty. Idealny, żeby się ukryć. Tak, przecież mogłam po prostu uciec, zniknąć w gęstwinie, zakopać się w korzeniach drzew lub wspiąć się na ich gałęzie.  Mogłam biec, biec ile sił mi starczy, jak najdalej od tego wszystkiego. Jak najdalej od niego.
Westchnęłam i zacisnęłam palce na nieoszlifowanym, betonowym parapecie. Nie mogłam uciec. Zbyt wiele wiedziałam. Zbyt wiele się wydarzyło. Ja po prostu nie potrafiłam żyć, okłamując siebie. Nie należałam do tego świata. A moje prawdziwe Ja będzie mnie ścigało, dopóki się z nim nie pogodzę. A nie mogłam się z nim pogodzić bez pomocy Lokiego, bez pomocy kogoś. Taka była smutna prawda.
Zamknęłam okno. Las mnie jednak trochę przerażał. Bałam się spędzić w nim noc. Wydawał się wtedy groźny, dziki i pełen niebezpieczeństw. Miałam wrażenie, że zaraz coś z niego wylezie i wejdzie przez otwarte okno do pokoju, nie przeszkodzą mu w tym nawet mocne, żelazne kraty. Ciemność była przytłaczająca, zwłaszcza, gdy nie wiadomo było, co się w niej kryje, wydawała się tak nieskończona i głęboka. Tak, byłam tchórzem. Nie było mnie nawet stać na ucieczkę.
Odwróciłam więc wzrok od ciemności na zewnątrz. Chwyciłam szary koc i stanęłam przed tym jedynym, nieszczęsnym łóżkiem. Mój wzrok biegał od niego do drzwi, czekałam z niepokojem aż te nagle się otworzą. W końcu musiała nadejść ta chwila, gdy asgardczyk wróci. Ale jeszcze nie teraz, proszę, jeszcze chwilę, chciałam mieć czas tylko dla siebie. Mogłam od razu pójść spać, wtedy nawet bym nie poczuła, nie zauważyłabym, że był tu ten socjopata, że spał obok mnie całą noc.
Nie, wiedziałam, że nie będzie mi łatwo zasnąć. O ile w ogóle miałam zasnąć. To będzie bardzo, bardzo trudne.
Położyłam się na łóżku obciągniętym burym prześcieradłem, z jedną, zgniłozieloną poduszką. Okryłam się szczelnie kocem, a właściwie zawinęłam się w ludzkie burrito.
Wtedy to właśnie usłyszałam dźwięk otwierających się, metalowych drzwi i moje serce natychmiast rozpoczęło szaleńczy galop, a w płucach zabrakło mi powietrza. Loki wszedł do pokoju a ja natychmiast poczułam silną woń mydła, jakby zużył na siebie całą kostkę. Bóg miał jeszcze lekko wilgotne włosy, a na sobie, taką samą jak ja, szarą koszulkę i spodnie dostane w przydziale. Oczywiście jak zwykle wyglądał idealnie, w przeciwieństwie do mnie – szara koszulka smętnie ze mnie zwisała, a na Lokim leżała tak, jakby była szyta właśnie na niego.
— Co ty robisz? – zapytał chłodno, obserwując, jak ubijam sobie koc pod nogami i tyłkiem, tworząc szczelną ochronę.
— Co? – odburknęłam, nie przerywając swojej czynności.
— Zajęłaś łóżko.
Spojrzałam na niego, unosząc jedną brew do góry.
— Oczywiście, nie zamierzam spać na podłodze – powiedziałam, układając sobie poduszkę pod głową.
— Ja też nie. – Loki zmierzył mnie morderczym spojrzeniem.
Wzruszyłam ramionami, zaplatając sobie dłonie na brzuchu i wlepiając wzrok w sufit.
— Zgaś światło. – Starałam się nie zwracać uwagi na boga, choć nadal byłam cała w nerwach.
O dziwo, wielmożny książę posłuchał i zgasił smętnie zwisającą z sufitu żarówkę. Podszedł do wnęki, w której stało łóżko i w ciemności widziałam, jak lustruje mnie z góry swoimi zielonymi oczami.
— Posuń się – powiedział cicho, a mnie włosy stanęły dęba.
— Sam się posuń – mruknęłam, choć wiedziałam, że igram z ogniem. Loki nadal stał nade mną niewzruszony. Przez ciemność nie widziałam wyrazu jego twarzy, jedynie jego głębokie, zielone oczy.
— Mam zamiar dzisiaj spać na tym łóżku, więc mówię ci, posuń się.
Sapnęłam z wściekłości i odwróciłam się do niego plecami, niemal przytulając się do ściany. Chciałam zachować jak największy dystans, mimo tak małej przestrzeni. Jeszcze dla pewności poprawiłam koc, ciaśniej ubijając go pod własnym ciałem.
Materac lekko się ugiął, wydając z siebie ciche skrzypienie. Czemu, czemu, czemu ja tu byłam? No nie miałam szans zasnąć, nie było mowy. Prędzej wyląduję na podłodze. Ale wtedy uznałabym wyższość Lokiego. Nie zamierzam spać pod jego nogami jak pies. Musiałam, musiałam wytrzymać. Co prawda było to trochę trudne przy wstrzymywanym oddechu i leżeniu bez ruchu.  Obawiałam się ruszyć, poprawić się. Jak się ułożyłam, tak leżałam.
— A ja uratowałem ci życie. – Drgnęłam, gdy nagle Loki odezwał się wzdychając. Poczułam, jak próbuje ułożyć się na wąskim łóżku, nie omieszkując trącić mnie łokciem w plecy. Pociągnął za poduszkę, ale nie dałam jej sobie wyrwać, więc dał za wygraną.
— Tak? To musisz się teraz liczyć z konsekwencjami – burknęłam, poprawiając sobie jaśka pod głową.
— Taak…  – Znów westchnął cierpiętniczo. – Chyba już zaczynam żałować.
Przetrawiałam przez chwilę jego słowa, które trafiły we mnie bez ostrzeżenia, jak wystrzelone znienacka pociski. Ja też już kiedyś tak do niego powiedziałam. Ale on nigdy nie brał moich słów na poważnie. A mnie jego słowa zabolały, wypalając we mnie dziury. Nabrałam gwałtownie powietrza, zakryłam usta dłonią, aby nie wydały żadnego zbędnego dźwięku, który zdradzałby, jak jego słowa na mnie podziałały.
— No. To jesteśmy kwita. Wynik zero do zera – wychrypiałam i zacisnęłam z całej siły zęby. Bardzo dawno nie płakałam. Nawet nie pamiętam, kiedy to było. No dobrze, przyznam się – po rozstaniu z byłym. Ale nigdy nie byłam typem wrażliwca. Nie płakałam na filmach, czytając książki, rzadko się wzruszałam do łez. Płakać zdarzało mi się rzadko, nawet jeśli ktoś mnie ranił. Dusiłam to zazwyczaj w sobie, przeżywając wszystko bezgłośnie, nocami roztrząsając różne sytuacje.
Teraz łzy płynęły nieprzerwanie po moich policzkach, cicho. Z mojego gardła nie wydobywało się łkanie, zaciskałam dłonie w pięści, ale nie mogłam, nie miałam zamiaru pokazać swojej słabości, chciałam to ukryć przed Lokim, nie chciałam dać mu satysfakcji. To było coś, co chciałam zachować tylko dla siebie. Było to trudne, tak cholernie trudne będąc tak blisko niego. Z trudem opanowałam drżenie ramion, od czasu do czasu pociągnęłam cichutko nosem, zatapiając twarz w poduszkę, która robiła się coraz bardziej mokra.
W końcu zmęczyłam się płaczem.
~~
Płakała. Chciała to ukryć, ale trudno jest nie zauważyć, jak ktoś płacze, gdy dzieli cię od tej osoby kilka centymetrów.
Czyżby moje słowa naprawdę aż tak ją zabolały? A jeśli rzeczywiście tak było, na pewno spodziewałem się po niej innej reakcji: że zacznie krzyczeć, rzuci się na mnie lub po prostu obrazi. Nigdy nie widziałem, żeby płakała. A może za mało z nią przebywałem, aby kiedykolwiek móc to zobaczyć.
Nawet przed jej zniknięciem. Nawet, gdy była zwykłym, denerwującym bachorem. Z jej oczu nigdy nie popłynęła ani jedna łza. Może potrafiła dobrze tuszować swój ból.
Nie miałem zamiaru jej zranić. Nie na tym mi zależało.
Musiałem przyznać sam przed sobą, że miałem z tego powodu lekkie wyrzuty sumienia.
Słyszałem jej urywany oddech, widziałem drżenie jej ramion i to, jak kryła twarz w poduszce. Skuliła się w sobie, nie chcąc z nikim dzielić swojego bólu.
Nie mogłem spać, a ona cały czas płakała. Wpatrywałem się w sufit, czekając, aż wreszcie przestanie. Cały czas prosiłem w myślach, żeby przestała, żeby już skończyła. Nie zamierzałem jej pocieszać, nie umiałem. Nigdy nie byłem w tym dobry. Zresztą i tak by mnie odrzuciła.
Nie wiem, ile czasu minęło, ale w końcu się uspokoiła i chyba zasnęła. Westchnąłem z ulgą, lecz to nie znaczyło, że natychmiast spokojnie zasnąłem. Niestety nie było mi to dane. Niewygodny materac i sprężyny wbijające się w plecy na pewno mi w tym nie pomagały. Nawet nie udało mi się wyszarpać skrawka poduszki od Meg.
Włożyłem sobie rękę pod głowę, mając nadzieję, że sen wreszcie przybędzie.
Nie mogłem jednak się opędzić od myśli, które zaprzątały moją głowę. Po co tutaj przybyłem? Po co tak się męczyłem? Sam się na to pisałem, na te wszystkie niewygody, które spotkały mnie na ziemi. Przecież tak łatwo mogłem po prostu odejść. Tak łatwo mogłem po prostu zabrać Megan ze sobą.
Dlaczego to robiłem?
Problem w tym, że sam nie wiedziałem. Dla niej? Nie, chyba nie. Poświęcać się dla kogoś takiego?
No to dlaczego?
Przecież to absurd. Gdyby nie ona, nigdy bym się tu nie znalazł. Gdyby nie ona i moc w niej drzemiąca, nigdy nie musiałbym być tutaj, wśród tego brudu, wśród tych słabych ludzi. Gardziłem tym wszystkim, a teraz byłem częścią tego świata. Byłem tu dla niej, czy tego chciałem czy nie.
Nie chciałem, aby mnie nienawidziła. Chciałem, żeby to była jej decyzja. Oczywiście pozornie. Zmuszaniem jej do czegokolwiek nic bym nie wskórał. Raz mi już udowodniła, do czego jest zdolna. Na samą myśl, że mogła być moja, że tak niewiele brakuje, abym mógł ją stąd zabrać i nią zawładnąć, przechodziły mi po plecach przyjemne dreszcze. Tak, jeszcze tylko trochę, jeszcze trochę trzeba wytrzymać w tym całym łajnie. A potem wszystko się ułoży tak, jak ja chcę.

— Loki!
Ocknąłem się, gdy usłyszałem swoje imię. Poderwałem się w górę, otworzyłem usta, by zapytać, co się dzieje. Meg nie musiała tak krzyczeć, miałem lekki sen.
Lecz gdy tylko spojrzałem w jej stronę, okazało się, że Megan leży i śpi jak gdyby nigdy nic. Czy to znaczyło, że to mi się tylko przyśniło?
Bardzo prawdopodobne. Co ona ze mną robi, że już mi się zaczęła śnić?
Położyłem się z powrotem, z zamiarem ponownego zapadnięcia w sen. Może jeszcze udałoby mi się zasnąć. Zaraz jednak Meg się poruszyła i kopnęła mnie w nogę. Syknąłem i już miałem na nią warknąć, gdy zauważyłem, że dalej spała. Bo chyba nie udawała? Miała niespokojny oddech, drżała. Znów usłyszałem, jak woła moje imię, z całej siły zaciskając dłonie w pięści. Nachyliłem się nad nią i położyłem dłoń na jej ramieniu. Obudzić ją? Może lepiej nie…
— Proszę…  Nie, nie… – mamrotała pod nosem. Nie wiem, co mnie do tego zmusiło, ale odgarnąłem jej włosy z twarzy.  Zaciskała powieki, usta jej drżały, a z kącika jej oka popłynęła łza. A tuż za nią następne.
Płakała przez sen. I wołała moje imię. Płakała przeze mnie? W jej śnie to ja sprawiałem jej ból, czy ktoś inny? Zanim pomyślałem, moja dłoń powędrowała w stronę jej twarzy i starłem łzy z jej policzka. Wtedy raptem się rozluźniła, a jej oddech stał się spokojniejszy.
Sam się przyłapałem na tym, że od jakiegoś czasu wpatrywałem się w jej twarz w napięciu, czekając, aż znów zacznie mnie wołać. Lecz nic takiego już nie nastąpiło.
Znów się położyłem, tym razem bokiem. Chciałem mieć ją na oku, nie wiem, dlaczego. Patrzyłem jak spokojnie oddycha i sam się uspokajałem. Zamknąłem oczy.

Znów się budziłem, czując szarpnięcie i ból w nodze. Gdy otworzyłem oczy, okazało się, że jest już jasno. Zamrugałem kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła i spojrzałem na Meg. Jeszcze spała, ale teraz była zwrócona do mnie, nie do ściany. Jej koc był odrzucony, mimo, że wieczorem tak skrupulatnie się nim owinęła. Trzymała się kurczowo mojej koszulki, twarz wtulając w moją klatkę piersiową. Mocno zaciskała powieki, a z jej gardła dochodziło coś na podobieństwo urywanego łkania.
Już miałem chwycić ją za dłonie, aby się ode mnie odkleiła, ale wtedy poczułem, że coś jest nie tak. Wyczułem coś… Coś, czego na pewno nie powinno tu być. Oderwałem wzrok od twarzy Meg i rozejrzałem się.
Ściany, podłoga, sufit, nawet okno, były pokryte warstwą lodu. Z sufitu zwisały groźnie wyglądające sople. Sprawiały wrażenie, jakby miały zaraz spaść na nas. Ich ostre końce błyskały złowrogo w rozproszonym świetle.
Przełknąłem ślinę, lekko zdenerwowany. To nie była moja magia. Nigdy nie używałem mocy Jotunów. Nie byłem tak rozwinięty pod tym względem. Byłem doskonałym magiem, ale nigdy nie próbowałem, nawet nie miałem zamiaru korzystać z moich pierwotnych zdolności. Jak najbardziej chciałem się od nich odciąć. Trudno było mi w to uwierzyć, ale nie wiedziałem, co mam robić. Miałem trwać tak i czekać, aż Meg sama się obudzi? Może ja powinienem przerwać jej sen? Czy przy gwałtownym ocknięciu wszystko się rozpadnie, spadając na nas? A ja już raz doświadczyłem na własnej skórze skutków, jakie może wyrządzić moc tej na pozór słabej kobiety.
Spojrzałem na nią, mając nadzieję, że zaraz może się budzi. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Znów miała włosy na twarzy, więc odgarnąłem je. Dotknąłem jej policzka.
— Meg – szepnąłem. Nie chciałem, aby zbyt szybko się obudziła. Wiedziałem, że gdy to moją twarz zobaczy zaraz po otworzeniu oczu, nie będzie zachwycona. Mówiąc delikatnie. Ale nie miałem wyjścia.
Megan dalej spała. Widocznie była bardzo zmęczona, musiała nie spać przez długi czas i dlatego teraz miałem problemy z jej obudzeniem.
Sytuacja zaczęła mnie irytować, a ja stawałem się coraz bardziej zniecierpliwiony. Nie miałem zamiaru dalej tu leżeć, mając nad głową nie zbyt bezpieczne twory nieobliczalnej Jotunki.
Ale tak kurczowo trzymała się mojej koszulki, tak na mnie napierała, że nie mogłem się nawet ruszyć.
Zwilżyłem wargi i wstrzymując oddech, chwyciłem ją lekko za ramię.
~~~
— Megan. – Cichy szept wdarł się do moich uszu niczym krzyk, a zaraz potem poczułam lekkie szarpnięcie. Otworzyłam oczy, lecz coś przysłaniało mi widok.
— Spokojnie, tylko spokojnie, już dobrze. – Znów ten szept. Podniosłam wzrok i zobaczyłam jak Loki wpatruje się we mnie z napięciem. Podniosłam skonsternowana brwi. O co mu chodziło?
— Wreszcie się obudziłaś. – Napięcie od niego wyczuwalne nagle ustąpiło, a on westchnął z ulgą.
Teraz dopiero zobaczyłam, jak mocno trzymam się jego koszulki, jak blisko niego byłam. Jego dłoń spoczywała na moim ramieniu, lekko je ściskając.
— O co chodzi? – zapytałam podejrzliwie, puszczając go.
Zobaczyłam, jak Loki zaciska szczęki, a jego krtań porusza się w nerwowym przełknięciu śliny. Spojrzał w górę i zabierając dłoń z mojego ramienia wskazał na sufit.
Również zwróciłam wzrok w tamtą stronę i zamarłam.
— O ja…– Zasłoniłam usta dłonią, tłumiąc przekleństwo i patrząc, co też narobiłam.
Na ścianach, suficie, była gołoledź. Gołoledź! W środku lata, w środku budynku, gdy nawet w normalnych warunkach coś takiego rzadko się pojawia. No nieźle, nawet nie wiedziałam, że tak potrafię.
W słabym blasku słońca, wpadającego przez okno, złowrogo błyszczały sople, wycelowane prosto w nas.
— Loki… – szepnęłam.
— Spokojnie – przerwał mi. Oboje nie odrywaliśmy wzroku od widoku nad nami. – Zrobimy to razem. – Gdy to mówił, z jego ust wydobywały się obłoczki pary. Pokiwałam tylko głową, niebędąca zdolna do powiedzenia czegokolwiek.
Oboje nie wiedzieliśmy, na co tak naprawdę mnie stać. Zwłaszcza, jeśli chodzi o moje ostatnie problemy, nie byłam już niczego pewna. Dlatego właśnie tak sparaliżował nas ten widok.  Wzięłam głęboki wdech, który zaraz uwiązł mi w gardle, gdy poczułam muśnięcie palców Lokiego na mojej ręce. Przesunął nimi wzdłuż mojego przedramienia, dotarł do nadgarstka i chwycił moją dłoń. Splótł nasze palce ze sobą i lekko ścisnął, co w jego mniemaniu miało być pewnie krzepiące. A ja tylko bardziej się zdenerwowałam, a bicie mojego serca przyspieszyło. Bóg jakby to wyczuł.
— Spokojnie, uspokój się – powiedział, trącając mnie łokciem. Pokiwałam głową i próbowałam się rozluźnić, choć nie do końca mi to wychodziło.
— Dobrze. – Usłyszałam cichy, spokojny głos Lokiego. Jak on w takiej chwili mógł zachować spokój? – Połóż swoją dłoń na ścianie. – Podniosłam swoją wolną dłoń i dotknęłam ściany obok, po lewej stronie.
Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że jednak cały ten bałagan zaraz zniknie, ale gdy tylko moja skóra zetknęła się z zimną, śliską powierzchnią, porzuciłam złudzenia.
— Tak, właśnie tak, całą dłonią. – Loki nadal mówił spokojnie, jak do dziecka, dopingując mnie w moich działaniach.
— Co teraz? – wyszeptałam. Poczułam, jak bóg przesuwa kciukiem po mojej dłoni. Teraz tylko utrudnił mi skupienie się na czymkolwiek.
— Teraz spokojnie. Powoli, bądź cierpliwa i nie panikuj.  Pamiętasz, jak ćwiczyliśmy nad jeziorem?
Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie całą scenę. Wydawało się, że to było tak dawno. Tyle się wydarzyło przez ten czas. A teraz musiałam jakby cofnąć się w rozwoju.
— Pamiętasz? – Loki znów zapytał. – Najpierw całe jezioro zamarzło… – Nie otwierając oczu, słuchałam jego kojących słów. Jego głos był jak muzyka dla moich uszu, mogłam go słuchać w nieskończoność.
— Co było potem? – ponaglił mnie, a ja sobie wszystko dokładnie przypomniałam: wiał lekki wiatr, świeciło słońce. Czułam, jak mam nad wszystkim kontrolę. Jak cofnęłam to za jednym zamachem i jak woda znów falowała.
Otworzyłam gwałtownie oczy, gdy Loki nagle mnie puścił. Zamrugałam kilka razy i rozejrzałam się wokół. Naprawdę… wszystko zniknęło?
Moja dłoń spoczywająca na ścianie wydawała się lekko niebieska, choć zniknęło to tak szybko, że zaczęłam wątpić, czy na pewno to widziałam. Pokój znów wyglądał normalnie. Czułam wyraźnie, jak całe zimno wróciło do mnie, wpływa we mnie.
Spojrzałam na Lokiego, który siedział na krawędzi łóżka, podpierając głowę dłońmi.
— Ty naprawdę masz problem… – odezwał się, będąc zwróconym do mnie plecami. Ja natomiast wpatrywałam się w swoje zaciśnięte dłonie.
— Ale… jak to? Nigdy nic takiego mi się nie przydarzyło. Nie przez sen! – Czekałam, aż bóg coś powie, ale nadal był ode mnie odwrócony. Przysunęłam się do niego.
— L…
— Pamiętasz, co ci się śniło? – zapytał, mając wzrok utkwiony w przeciwległej ścianie.
— Co? – Przechyliłam głowę, patrząc na niego uważnie. Zachowywał się dziwnie. Rozumiem, że mógł być lekko rozdrażniony tym, że straciłam kontrolę, nawet nie będąc tego świadoma, ale to był raczej mój problem. – Nic mi się nie śniło.
— Nie pamiętasz – stwierdził. Chciałam powiedzieć, że zazwyczaj pamiętam swoje sny i skąd niby miał wiedzieć, że śniłam?
Ale Loki nagle się odwrócił i przyszył mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Patrzył mi w oczy, szukając w nich odpowiedzi na jakieś jego niewypowiedziane pytanie.
— Śniłaś. Płakałaś i krzyczałaś przez sen. – Z każdym jego słowem moje oczy rozszerzały się coraz bardziej. Płakałam przez sen? Może tak naprawdę słyszał mój płacz… Właśnie. Dopiero teraz sobie przypomniałam o mojej wczorajszej histerii, spowodowanej zachowaniem Lokiego. Było mi wstyd z powodu mojej reakcji, ale nie omieszkam mu nawtykać przy najbliższej okazji.
— Nic nie pamiętam. – Potrząsnęłam głową.
Może to prawda? W końcu gdy się obudziłam, byłam tak kurczowo uczepiona boga. Rozejrzałam się wokół – koc był skopany i wciśnięty w kąt łóżka, musiałam się też nieźle rzucać, skoro ściągnęłam część prześcieradła.
Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam nogi rękoma, siedząc w środku tego pobojowiska i myśląc, że Loki musiał mieć ze mną w nocy całkiem wesoło. Szkoda, że ja tak wesoło nie miałam.
— Naprawdę płakałam przez sen? – zapytałam po chwili ciszy, jaka nastała w pokoju. – Nigdy mi się to nie zdarzyło…
— Płakałaś. – Loki skinął głową. – I krzyczałaś… – przerwał nagle i odwrócił wzrok.
— Co? Co krzyczałam? – Przysunęłam się, chcąc wydusić z niego odpowiedź, ale on zacisnął usta w wąską kreskę i potrząsnął głową.
— Mamrotałaś tylko jakieś niewyraźne słowa. To wszystko – odparł chłodno i teraz normalny Loki powrócił w całej swojej osobie. Jednak temu doskonałemu kłamcy nie udało się ukryć przede mną wszystkiego. Wiedziałam, że coś kręci. Na pewno wiedział, co takiego mówiłam przez sen. Na samą myśl, co mogłam wygadywać, zrobiło mi się dziwnie gorąco. Miałam nadzieję, że tej nocy nie śnił mi się właśnie on.

Dzień był pochmurny i wietrzny. Pogoda idealnie odzwierciedlała nastroje w koszarach. Ludzie snuli się zagubieni i przytłoczeni sytuacją i wydarzeniami w ich kraju. Współczułam im, ale to im raczej pomóc nie mogło.
Mimo lata, wszyscy dzisiaj ubrali się w ciepłe bluzy dostane w przydziale. Aby nie wyróżniać się w tłumie, ja i Loki również tak postąpiliśmy.
Masa ludzi ciągnęła na śniadanie do jednego z budynków, ale ja nie miałam ochoty jeść. Ściskając w dłoniach kurtkę Jurija szukałam jego oraz Wołodii. Miałam nadzieję, że już wrócili po nocnej akcji, ale nigdzie ich nie widziałam. Wszyscy ludzie wyglądali dla mnie tak samo- żołnierze w mundurach i ludzie w przydziałowych ubraniach. Siedzieli, stali, rozmawiali. A gdzie moi dwaj koledzy? Do głowy przyszła mi myśl, że może coś im się stało. Ale co mogło im się stać? To niedorzeczne, oni mieli tylko zostać i sprawdzić okolice oraz budynek razem z innymi wojskowymi. Jeśli ktoś tam został, należało to sprawdzić, to był ich obowiązek, a ja musiałam czekać. Nic innego mi nie zostawało.
Wszystko było w porządku. Po prostu mi ich brakowało. Chciałam ich już zobaczyć i im podziękować. Nadal mi było przykro, że tak potraktowałam Rudego, gdy zaoferował mi pomoc, więc chciałam jak najszybciej go przeprosić. Wszystko przez Lokiego. Gdyby tak się nie zachowywał…
Poczułam czyjąś rękę łapiącą mnie za łokieć. Zatrzymałam się gwałtownie i odwróciłam.
— Chodź. Musimy pogadać. – Loki powiedział to jak zwykle głosem nieznoszącym sprzeciwu. Zapomniałam o jego obecności. Od rana chodził za mną jak cień, nie odzywając się ani słowem. Myślałam, że będzie mnie unikał. A może czekał na dogodną okazję, żeby właśnie ze mną porozmawiać.
— Co? Nigdzie z tobą nie idę, muszę szukać… – zaprotestowałam odruchowo, lecz Loki mi przerwał.
— Chodź – warknął i pociągnął mnie w bliżej nieokreślonym kierunku. O coś chodziło, coś się zmieniło. Nie wiedziałam co, ale czułam niepokój.
Znaleźliśmy się w dalszej części terenu koszar, za budynkami mieszkalnymi. Gdy stanęliśmy, natychmiast wyrwałam się asgardczykowi i spojrzałam na niego ze złością.
— O co ci, do cholery, chodzi? – zapytałam, wymachując groźnie kurtką Jurija. – Oszalałeś?
—Już dawno – odparł z zaskakującym spokojem wzruszając ramionami. Trochę zbił mnie z tropu, lecz nadal patrzyłam na niego spode łba, mając ręce skrzyżowane na piersi.
— Mów szybko, o co chodzi.
— Ruszamy do Asgardu – zaczął. – Dzisiaj. Nadszedł już czas, żeby…
Kichnęłam siarczyście. Loki zamrugał kilka razy, spojrzał na mnie podejrzliwie i kontynuował:
— Nadszedł czas, bo…
Kolejne kichnięcie z mojej strony. Loki zmarszczył czoło.
— Mam dosyć…
Moje kichnięcie znów przerwało jego wywód. Bóg wsunął ręce do kieszeni i poczekał chwilę w ciszy, lustrując mnie wzrokiem.
— Skończyłaś? – zapytał.
— Wybacz, mam uczulenie na pie…
— Czyli skończyłaś – powiedział chłodno, nie dając mi dojść do głosu. – Ruszamy do Asgardu. Natychmiast. Nie mam zamiaru zostać w tym miejscu dłużej, niż to potrzebne. I nie próbuj protestować, robię ci łaskę, mówiąc ci o tym i pozwalając pogodzić się z tą myślą.
Stałam tak z otwartymi ustami, nie wiedząc za bardzo, co powiedzieć, jak to skomentować. Zaraz jednak odzyskałam rezon.
— I jak ty to sobie wyobrażasz? Że po prostu zostawię to wszystko za sobą i udam się tam z tobą? Nie będąc niczego pewna?
— A co lepszego czeka cię tutaj? – zapytał. – Tam przynajmniej będę mógł ci jakoś pomóc. Do tego może znajdę sposób, żeby przywrócić ci pamięć.
Chciałam znów zaprotestować, ale jego słowa mnie powstrzymały.
— Naprawdę… Naprawdę potrafiłbyś to zrobić? Moja pamięć wróci? – zapytałam z nadzieją.
— Tego nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Dowiemy się tego, jeśli ze mną pójdziesz.
— No tak… – Prychnęłam. – Może tak, może nie, może, może, może…
— Będziesz mogła wrócić.
Słowa te zawisły między nami. Poczułam ukłucie w sercu. Czy to prawda? Czy kolejne kłamstwo? Czy to możliwe, żeby po tym wszystkim on po prostu pozwolił mi wrócić?
— Po wszystkim… Po wszystkim pozwolisz mi wrócić? – Starałam się, aby mój głos nie był zanadto przepełniony nadzieją.
— Jeśli tego chcesz… – Unikał mojego wzroku. Jego reakcja lekko mnie zdenerwowała.
— Daj słowo.
— Słucham? – Podniósł jedną brew do góry.
— Albo nie. – Zmieniłam zdanie. – Twoje słowo jest nic a nic nie warte. Przysięganie na swoje życie w twoim przypadku też raczej jest bezsensowne. – Przez krótką chwilę się namyślałam i zaraz do głowy przyszła mi okrutna myśl, o którą nawet siebie nie podejrzewałam. Nie wiedziałam, czy w ostateczności byłabym zdolna do takiego czynu, ale musiałam zaryzykować.– Przysięgnij na życie swojej matki.
— Nie mam matki – odparł natychmiast.
— Na życie Friggi – powiedziałam twardo.
Lepiej, żeby nie wiedział, że jeśli przyjdzie, co do czego, to nie będę zdolna odebrać życie tej kobiecie.
Loki przyjrzał mi się uważnie kolejny raz z lekko zmrużonymi oczami. Zaraz na jego twarzy pojawił się prześmiewczy uśmieszek. Znów zbił mnie z tropu.
— Nie wiedziałem, że możesz być zdolna do takich rzeczy. – Zachichotał. – Dobrze, zgadzam się.
_______________________________________________________________________
Witam was po dość długiej, bo miesięcznej, przerwie. Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale ostatnio w moim życiu bardzo dużo się dzieje... Wiele się zmieniło. Nie miałam czasu na pisanie, a kiedy w końcu siadałam do komputera, żeby zredagować swój pierwotny materiał, od razu mi się odechciewało. Miałam problem z napisaniem choćby linijki. Ta niemoc nadal mnie trzyma. Mam jednak nadzieję, że to minie, zwłaszcza, że teraz zaczęły mi się ferie. Prawopodobnie nie będę miała za wiele czasu, ale zrobię co w mojej mocy.
Cały czas śledzę wszystkie blogi, mam trochę zaległości, ale mam nadzieję, że szybko je nadrobię.
Za ten rozdział przepraszam. jest okropny, nie jestem w ogóle do niego przekonana, mało w nim treści, akcji i nadal nie mogę ruszyć do przodu... Kolejny być może będzie leszy. 
Pozdrawiam was i jeszcze raz przepraszam. Jak zwykle czekam na wasze komentarze. Do napisania!
PS. Dziękuję za tak ogromną liczbę wyświetleń, wydaje mi się, że dopiero na blogu widniało ich 3000, teraz jest ich ponad 6000. Jesteście wspaniali! I witam nowego czytelnika! :)

wtorek, 23 grudnia 2014

All I want for Christmas is You - Special!

Witam wszystkich w ten spokojny, przed wigilijny wieczór! Mam nadzieję, że znaleźliście chwilę na wejście na mojego bloga i przy gorącym kakao(lub czym tam chcecie) przeczytanie mojego świątecznego speciala. Wpadłam na ten szalony pomysł jakiś miesiąc temu i forma podstawowa była gotowa już po jednym dniu. Zanim jednak przystąpicie do czytania go, przebrnijcie przez mój wstęp:
1. Special nie jest ani prologiem, ani epilogiem, ani zwiastunem, ani częścią opowiadania jakie piszę. Nie ma z nim nic, ale to absolutnie nic wspólnego, po za postaciami. Wydarzenia w nim opisane nigdy się nie zdarzą i nie zdarzyły.
3. Special ten nie wpływa na opowiadanie- jego bohaterowie nienawidzą się, nienawidzili i będą nienawidzić. Nie zmieni to nic w ich relacjach.
3. Niniejszy special jest tylko wytworem chorej wyobraźni autorki i miał na celu zaspokojeniu jej chorych fantazji,
4. Speciala nie należy traktować serio, lecz wyłącznie humorystycznie.
5. Special ma w sobie dużo przesadzonego romantyzmu, jest zbyt wyidealizowany. jeśli nie lubisz takich rzeczy, lepiej zignoruj go.

No to chyba na tyle. Napisałam go w celu zaspokojenia romantycznej natury moich czytelników xD Jeśli wam brakowało romantycznych uniesień - mam nadzieję, że będziecie zadowoleni.

W pierwszej kolejności chciałam podziękować Viv, która natchnęła mnie swoim Halloweenowym specialem do napisania tego. Dziękuję! Inspirujesz mnie i gdyby nie Ty, nie wiem, czy ten twór w ogóle by powstał.
Special ten natomiast dedykuję Achezie, która jest fanką ,,mojego" Lokiego(mam nadzieję, że go za bardzo nie zniszczyłam) i bardzo chciałam zaspokoić jej romantyczną naturę. Dziękuję Ci za ogromne wsparcie i to, że zawsze ze mną jesteś.

Special jest dla was, kochani! Chciałam wam podziękować za wszystkie komentarze, odwiedziny, za wsparcie, uwagi i pochwały. Mam nadzieję, że dzięki niemu trochę szybciej wejdziecie w świąteczną atmosferę( bo u mnie z nią jest raczej słabo).
Zapraszam do lektury :)




Zawiesiłam kolejną, błyszczącą bombkę na cienkiej gałązce świeżego, pachnącego lasem świerku, ignorując przy tym gniewne pomruki, dochodzące co jakiś czas z kuchni. Lampki już świeciły, oplatając drzewko i rzucając kolorowe refleksy na ścianę i podłogę, a w oknie odbijał się ich ciepły blask. Jednak ten pozornie spokojny wieczór po raz kolejny przerwał trzask i głuche uderzenie rzuconego przedmiotu.
Loki pieklił się od kilku dni, a prawdziwa kulminacja nastąpiła rano. Z wielką łaską pojechał ze mną po świąteczne drzewko, a największy problem miał, gdy musiał przytachać je na górę do naszego mieszkania. Klął na wszystko- na ciężar drzewa, na kłujące igły i na to, że musi obchodzić jakieś głupie, ziemskie święto, które było według niego jedną wielką fikcją.
Westchnęłam i zostawiłam pudło z ozdobami, w których właśnie buszowałam.
— No co się znowu stało? – Weszłam na podest oddzielający kuchnię od salonu i podeszłam do Lokiego, który szalał przy kuchennym blacie.
— Po co, powiedz mi, po co? – Mieszał z furią ciemne ciasto w dużej misie. Obszar wokół niego wyglądał jak po przejściu tornada – rozsypana mąka, tysiące brudnych szklanek, porozrzucane łyżki i słoiki, nie mówiąc już o potłuczonym szkle na podłodze i poplamionych szafkach.
— Już ci tłumaczyłam – powiedziałam, starając się zachować cierpliwość. Usiadłam na kuchennym blacie, jednak z dala od tego pobojowiska i zaczęłam beztrosko majtać nogami w powietrzu.
— Nie rozumiem, dlaczego ja mam w tym uczestniczyć – wycedził. – To jest święto jakiegoś wyimaginowanego boga. Oboje wiemy, że prawda jest inna. Po co mamy udawać, nie możemy po prostu tego ignorować?
—  Posłuchaj – westchnęłam – Jutro jest Boże Narodzenie. Martha nas zaprosiła. Mam zamiar obchodzić te święta, a ty masz robić to, co do ciebie należy. Nie możesz pogodzić się z tym, że większość ludzi w Midgardzie obchodzi Boże narodzenie? Ja się już przyzwyczaiłam i nie chcę z niego rezygnować chociażby dla moich przyjaciół, którzy byli tak mili i nas zaprosili do siebie. A teraz zrób coś dla mnie i się trochę pomęcz – zakończyłam swój wywód. Loki tylko pokręcił głową i oparł się o blat, przerywając dalsze masakrowanie biednego ciasta.
— Właśnie dlatego to robię – powiedział, podchodząc do mnie. Złapał mnie pod kolanami i przyciągnął mnie do krawędzi blatu tak, abym znalazła się bliżej niego. Przewróciłam oczami, ale położyłam mu dłonie na ramionach i zaczęłam bawić się kołnierzykiem jego błękitnej koszuli.
— Na razie to robisz wszystko, żeby nic nie robić – zauważyłam, rzucając spojrzenie pełne wyrzutu w stronę brunatnej masy.
— Wcale nie – zaprzeczył niczym małe dziecko. – Ale po prostu tego wszystkiego nie rozumiem. Trudno jest mi się przestawić. A najbardziej… – westchnął, opierając się czołem o moje czoło. – Najbardziej denerwują mnie te przebrzydłe ciastka. Muszę się z nimi męczyć dzisiaj?
Zaśmiałam się, gładząc skórę jego karku i muskając mimochodem jego włosy.
— To są pierniki – zaznaczyłam. – Muszą poleżeć przez noc, żeby były lepsze.
— Zwał jak zwał. – Loki odparł lekko rozdrażniony. – Wolałbym… W tym czasie… Zająć się czymś innym… – Zaczął wodzić czubkiem nosa od mojej szczęki, wzdłuż mojej szyi. Jego oddech przyjemnie mnie łaskotał. Zadrżałam, gdy jego usta znalazły się tuż przy moim obojczyku. – Na przykład… – Pocałował mnie w okolicy mostka.
— Wiem, ale… – Jego dłonie na moich udach bardzo mnie rozpraszały i z trudem skupiałam się na tym, żeby zachować powagę. – Jutro idziemy do Marthy.  – Nie omieszkałam mu o tym przypomnieć. – Masz szansę popisać się swoimi niewątpliwymi zdolnościami manualnymi.  A ja chciałabym się popisać mężczyzną, który umie coś więcej poza marudzeniem.
 Odsunęłam się od boga i zeskoczyłam z blatu na podłogę. Loki jednak nie dawał łatwo za wygraną. Złapał mnie w talii i zaczął sunąć powoli po moim biodrze. Pokręciłam tylko głową, uśmiechając się.
— Muszę? – Przewrócił oczami, robiąc minę cierpiętnika.
— Musisz. – Skinęłam głową i wyplątałam się z jego uścisku. Z jego ust wyrwał się jęk zawodu.
Mógł się trochę pomęczyć, nic mu się od tego nie stanie. Chyba, że aż tak bardzo był wrażliwy na pracę.
Z poczuciem wygranej, wróciłam do strojenia choinki, bóg natomiast z wielkim żalem powrócił do wyrabiania ciasta.
W końcu, pierwszy raz tego dnia, ciastka szczęśliwie powędrowały do pieca, a Loki skończył marudzić. Głównym powodem jego niezadowolenia było tak naprawdę to, że musiał wykonywać czynności, które mu ,,nie przystoją”. Zwłaszcza, że nie był w tym najlepszy. Jako książę, był przyzwyczajony do służby i miał problem z przystosowaniem się do życia, jakie mu narzuciłam. Nie dość, że nienawidził sprzątać, to i gotowanie wychodziło mu koszmarnie, choć czasem miał chwile, gdy coś mu wychodziło. Dlatego stwierdziłam, że robienie pierników na podstawie przepisów nie powinno sprawić mu problemów. Skoro z taką łatwością uczył się zaklęć to i jakiegoś marnego przepisu się nauczy. Jakże się myliłam!
Nie mogłam już zliczyć ile razy musiał robić ciasto od nowa. Za każdym razem coś było nie tak: a to masa się rozpadała, a to za bardzo lepiła. Albo była za rzadka, albo za gęsta. W końcu dopiero wieczorem mu się to udało. Ale kuchnia nie wyszła zbyt dobrze na kulinarnych pojedynkach Lokiego. Podczas gdy ja już dawno zdążyłam ubrać choinkę i wziąć się za pakowanie prezentów, bóg jeszcze męczył się ze sprzątaniem. A nie zamierzałam mu odpuścić. Oczywiście, że pomagał sobie magią, gdy tego nie widziałam, mimo mojego kategorycznego zakazu. Chciałam, żeby pomęczył się tak samo jak ja, gdy musiałam szorować podłogi.
Siedziałam na kanapie i owijałam kolorową wstążką paczki opakowane w piękny, świąteczny papier. Loki właśnie zakończył sprzątanie i usiadł ciężko obok mnie z westchnieniem ulgi.
— Co, tak się zmęczyłeś? – zakpiłam, nie przerywając swojej czynności. Rzuciłam mu tylko przelotne spojrzenie, aby zobaczyć jak rozparł się na kanapie z ramionami wyciągniętymi na boki i głową opartą na oparciu. – Już nie udawaj, wiem, że używałeś swoich magicznych sztuczek.
— Używanie magii również jest męczące. Po za tym robiłem wszystko, aby twoja druga, pedantyczna natura była zadowolona. Kuchnia lśni – odparował, zadowolony z siebie. Oczywiście, że nie byłam pedantyczna, Loki celowo przesadzał. Też nie lubiłam sprzątać, ale na święta wszystko miało być idealnie czyste. Tradycja to tradycja, nadal czułam się co do niej zobowiązana, ale bóg oczywiście nie podzielał mojego zdania. W sumie nie powinnam mu się dziwić. Ale korona mu z głowy nie spadnie, jeśli czasem posprząta w mieszkaniu.
— No i tak ma być – podsumowałam. Zawiązałam wstążkę na kolejnym prezencie.
— A co ty robisz? – Loki nagle zainteresował się tym, nad czym w skupieniu się pochylałam.
— Nie widać? – Wskazałam dłonią na pakunki. – Pakuję prezenty. Dam je jutro Marthcie i Simonowi, mam też kilka drobiazgów dla bliższych znajomych. Tak się robi w święta. – Uśmiechnęłam się sama do siebie. Między innymi dlatego nie chciałam rezygnować ze świąt. Uwielbiałam kupować prezenty dla swoich przyjaciół. To był bardzo miły zwyczaj i co roku każdy z nas ruszał na prawdziwe polowanie na prezenty. Oczywiście wszyscy starali się dochować tajemnicy, aby niespodzianka była jak największa.
— A po co to? – Loki nie wydawał się przekonany. Oczywiście, wszystko co wiązało się ze świętami go nie przekonywało, raczej odrzucało.
— Loki… – jęknęłam. – To taka tradycja. Dajemy innym prezenty, żeby sprawić im przyjemność i pokazać, że są dla nas ważni. – Odłożyłam paczki na stolik i opadłam na oparcie kanapy obok Lokiego.
— To co, dla mnie też coś masz? – Podniósł jedną brew do góry, a w kącikach jego ust błądził kpiący uśmieszek.
— Nie wiem czy zasłużyłeś. – Zajęłam się oglądaniem swoich paznokci. – A ty chociaż o mnie pomyślałeś? – Gdy o to zapytałam, mina mu trochę zrzedła, ale zaraz przybrał dumny wyraz twarzy.
— Jak już mówiłem, nie mam zamiaru obchodzić tych świąt. Ale… – Przysunął się i objął mnie w talii. – Mam pomysł, jak rozwiązać kwestię prezentów… – Odgarnął moje włosy do tyłu i zdjął koszulę z mojego ramienia, po czym zaczął je delikatnie całować.
— Tylko… – Przełknęłam nerwowo ślinę. – Prezenty rozpakowuje się rano… – wydusiłam z siebie te słowa z trudem, czując, że topnieję pod wpływem jego głodnych pocałunków.
Usta Lokiego muskały moją skórę, przesuwając się w górę mojej szyi. Czułam jego rosnące zniecierpliwienie. Przymknęłam oczy, bezwiednie przechylając głowę, zachęcając go do dalszego działania. Skorzystał z tego z ochotą i wplótł swoje szczupłe palce w moje włosy.
— Możemy trochę nagiąć tradycję – wymamrotał tuż przy moim uchu.
— No nie wiem, nie wiem… – Nie byłam do końca przekonana. – Loki, ja jeszcze muszę…
Nie zdążyłam dokończyć, bo Loki zamknął mi usta gwałtownym pocałunkiem. Naparł na mnie i położył na kanapie, wpijając się w moje wargi. Był taki natarczywy i niezaspokojony. Jego oddech przyspieszył, tak samo jak i mój. Badałam palcami gładką skórę jego karku i szyi, pociągałam za wystające kosmyki jego miękkich i czarnych jak węgiel włosów. Syknął, gdy po wpływem niepohamowanego pragnienia pociągnęłam go trochę za mocno. Nie chcąc mi być dłużnym, przygryzł płatek mojego ucha, a ja poczułam, jak ten gest odzywa się ze zdwojoną siłą w całym moim ciele.
Loki w dalszym ciągu nie dawał mi spokoju. Wsunął rękę pod moją koszulkę, badając skrupulatnie mój bok, nie pomijając nawet milimetra. Jednocześnie słodko i bezlitośnie raczył mnie pocałunkami, składanymi na mojej szyi.
— Loki, ja nie… – Nadal starałam mu się opierać, choć było mi coraz trudniej. Moje ramiona coraz słabiej odpychały ode mnie boga. Loki znów zapanował nad moim ciałem, mimo że na ten wieczór miałam zupełnie inne plany. Zaraz jednak dostrzegłam szansę ucieczki.
— Śnieeg! – Odsunęłam od siebie zdezorientowanego moim okrzykiem Lokiego. Zeszłam z kanapy ignorując go i pędząc do drzwi balkonowych.
— Co… – Nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale ja nie zwróciłam uwagi na jego rozdrażnienie. Jeszcze zanim wyszłam na zewnątrz, pochwyciłam kilka słów, takich jak ,,dziecinna”, ,,niemożliwa” i ,,nieuleczalny przypadek”.
Nie zaprzeczałam, że lubiłam się drażnić z Lokim. Zdecydowanie za często dostawał to, czego tylko pragnął. Chciałam go od tego odzwyczaić. Czasem zaledwie jednym gestem potrafił sprawić, abym uległa mu w jakiejkolwiek sprawie. Działał na mnie jak mocno odurzający alkohol, zmuszając mnie czasem do robienia rzeczy, na które nie zawsze miałam ochotę. Nie chciałam być tak podatna na jego urok. Dlatego czasem mu się tak ,,odwdzięczałam”, nie bez satysfakcji oczywiście.
Teraz tylko uśmiechałam się pod nosem w reakcji na jego niezadowolenie.
Stanęłam na balkonie, zachwycona widokiem przede mną. Wiatr kręcił się i błądził, pociągając za sobą biały puch. Wyciągnęłam przed siebie ręce, aby białe, miękkie płatki opadły na moją skórę prosto z ciemnego, granatowego nieba. Przez chwilę zostawały na moich ramionach, tak, że mogłam podziwiać ich misterne kształty, niczym utkane przez wprawnego tkacza. Zaraz jednak albo topniały albo były zwiewane przez wiatr, nieprzerywający swojego szaleńczego tańca. Wciągnęłam głęboko mroźne, orzeźwiające powietrze w płuca. Oto nareszcie nadeszła zima. Już myślałam, że w tym roku nie będziemy mieli białych świąt. Uwielbiałam świąteczną, zimową scenerię i byłoby mi bardzo szkoda, gdyby śnieg jednak nie spadł.
Odwróciłam się, czując za swoimi plecami obecność Lokiego. Jego minę zdecydowanie nie można było nazwać mianem ,,szczęśliwej”.
— No i z czego tu się cieszyć  – mruknął. – Nic nadzwyczajnego. A było tak miło… – Zrzędził dalej. Wyciągnął rękę z kieszeni, unosząc ją w górę, chcąc pochwycić płatki śniegu, które wymykały mu się, muskając jego skórę. Prychnął tylko i rzucił mi pełne wyrzutu spojrzenie.
— Daj spokój. – Podeszłam do niego i objęłam go, opierając głowę o jego wyrzeźbione niczym w kamieniu ramię. – Myślałam, że lubisz śnieg.
Odwzajemnił uścisk i oparł brodę na czubku mojej głowy.
— W Asgardzie nigdy nie pada. Śnieg można spotkać tylko w Jotunheimie. I dlatego niezbyt dobrze mi się kojarzy – odparł.
Westchnęłam. Wiedziałam, że Loki rzeczywiście mógł nie mieć najlepszych skojarzeń z zimową pogodą. Ale chciałam to zmienić, chciałam, żeby zapomniał o wszystkich złych rzeczach. Domyślam się, że to musiało być naprawdę trudne. Mnie samej nie było łatwo, ale potrafiłam sobie z tym poradzić i miałam nadzieję, że bóg nie będzie rozpamiętywał przeszłości w nieskończoność, ciesząc się tym, co jest tu i teraz.
— Nie chciałabym, żeby to ci się źle kojarzyło – szepnęłam, nie chcąc psuć melancholijnej atmosfery tej chwili. – Wolałabym, żebym to ja przychodziła ci na myśl.
— Wierz mi, też bym tego chciał. – Jego mruknięcie jednak nie brzmiało dla mnie zbyt optymistycznie.
Przewróciłam oczami, czego Loki oczywiście nie mógł widzieć. Nagle odsunęłam się od niego i złapałam go za rękę.
— Chodź. – Pociągnęłam go za sobą.
Wypadłam z mieszkania, na boso, nie zaprzątając sobie głowy zakładaniem butów.
— Drzwi… – mruknął Loki, gdy przekraczaliśmy próg mieszkania. Jak zwykle nie tracił zdrowego rozsądku, ale ja pozwoliłam mu tylko na pobieżne ich zatrzaśnięcie.
Na windę też nie miałam zamiaru czekać, zbiegłam po schodach zeskakując po dwa stopnie, a bóg próbował dotrzymać mi kroku.
W końcu znaleźliśmy się na dole i wypadliśmy w noc, w mroźne, rześkie powietrze. Opady się nasilały, śnieg bił ze wszystkich stron, pogarszając widoczność. Pod bosymi stopami wyczuwałam mokry asfalt pokryty już cienką warstwą płatków śniegu. Zapowiadało się na to, że śnieg będzie padał do rana i istniało duże prawdopodobieństwo, że te święta naprawdę będą białe, a tym samym kompletne i idealne.
Stanęłam pośrodku tej zamieci, wyciągnęłam ramiona i zrobiłam piruet niczym kulawa balerina.
— Popatrz jak jest pięknie! – krzyknęłam, unosząc dłonie do nieba. – Taki widok powinien kojarzyć się wyłącznie dobrze. Chciałabym, abyś go właśnie tak zapamiętał.
Obserwowałam jego reakcję. Stał bez słowa jak kamienny posąg, a na jego włosach powoli zbierało się coraz więcej płatków śniegu. Lecz jego wzrok zwrócony na niebo wyrażał jakąś tęsknotę a w głębi kryło się coś jeszcze. Na razie jednak nie potrafiłam tego odgadnąć.
Kupka śniegu trafiła go prosto w twarz. Zamrugał kilkakrotnie oczami i zmroził mnie wzrokiem.
— Co to miało być? – zapytał grobowym głosem. Ja tylko zrobiłem minę niewiniątka, zaplatając dłonie za plecami. Rysowałam palcem stopy szlaczki w warstwie śniegu leżącego na ziemi.
— Przecież nic nie zrobiłam – odparłam poważnie, ale trudno mi było powstrzymać rozbawienie, widząc naburmuszonego boga, z resztkami śniegu na czubku nosa.
Loki tylko pokiwał głową i wyjął ręce z kieszeni, aby zakasać rękawy.
— Powiem tylko tyle. – W jego oczach błysnęły złośliwe iskierki. – Nie wyjdziesz z tego bez szwanku. – Po czym przystąpił do ataku.
To co się działo, było trudne do opisania. Ktoś patrząc z okien najbliższych budynków mógłby pomyśleć, że na parkingu starły się dwie burze śnieżne. Żadne z nas nie wyszło z tego bez szwanku. Po całym zdarzeniu byliśmy zmęczeni, zdyszani i cali w śniegu. W końcu nastąpił rozejm. Podeszłam do Lokiego i objęłam go w pasie.
— I jak? – zapytałam cicho. – Jest pięknie?
Loki spojrzał na mnie, a w kąciku jego ust zamajaczył nikły uśmiech.
— Jest. –Skinął głową. Nie mogłam już powstrzymać szerokiego uśmiechu. Więcej słów nie było trzeba. Po prostu staliśmy i patrzyliśmy, jak wszystko wokół pokrywa biały puch. Śnieg skrzył się w świetle latarni, sprawiając, że okolica wydawała się piękniejsza i przyjaźniejsza. Już nie otaczały nas smutne, szare, bezkształtne bryły, a piękne rzeźby rozświetlające ciemność tej nocy.
Oderwałam wzrok od tego krajobrazu i zerknęłam na Lokiego, by zobaczyć czy również podziela mój entuzjazm i zachwyca się w takim samym stopniu widokiem przed nami. Nie wyglądał na smutnego, czy przybitego, ale w jego oczach zobaczyłam nostalgię.
— Hej. – Dźgnęłam go palcem w bok, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. – O czym myślisz?
Westchnął i wzruszył ramionami. Często trudno mi było odgadnąć, co czuje. Miał chwile zamyślenia, gdy nic do niego nie docierało i wydawało się, że jest oderwany od rzeczywistości. Dlatego czasem ściągałam go na ziemię, choć do tej pory to raczej on był tym, który próbował przemówić do mojego zdrowego rozsądku.
— Myślę… – zaczął, ale urwał nagle, jakby zastanawiał się, jakie dobrać słowa. – Myślisz… – kontynuował. – Po prostu… Przypomniało mi się, jak kiedyś bawiliśmy się tak z Thorem. Tak beztrosko.
Nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć. Był to delikatny temat i zazwyczaj Loki go nie poruszał. Byłam zaskoczona, że teraz naszło go na wspomnienia.
— Czy może być teraz w Midgardzie? – Usłyszałam.
Nie ukryłam, że byłam zdziwiona jego pytaniem. Loki pytający o brata? Niemożliwe.
— Y… – zająknęłam się, nadal lekko zbita z tropu. – Myślę, że to bardzo prawdopodobne. Jane Foster na pewno by chciała, by był z nią w tym czasie. A… – Zwilżyłam wargi, za nim zadałam następne pytanie. – A może chciałbyś się z nim zobaczyć?
— Nie. – Jeszcze nie zdążyłam dokończyć pytania, gdy Loki odpowiedział chłodnym tonem. Zacisnął usta w wąską kreskę. Doskonale znałam tą minę. Bóg był uparty i często próbował ukryć jakiekolwiek swoje sentymenty.
— No daj spokój… – jęknęłam, stając naprzeciw niego i patrząc mu w oczy. – Są święta!
— Wiem! – odparł rozdrażniony. – Powtarzasz mi o tym od jakiegoś czasu. A ja kolejny raz ci powtarzam, że to idiotyczne święto nas nie dotyczy.
— No to co! – żachnęłam się. – Akurat masz okazję, żeby się zobaczyć ze swoim bratem. Widzę, że mimo wszystko chciałbyś go zobaczyć. I nie zaprzeczaj! – Pogroziłam mu palcem, gdy zobaczyłam jak otwiera usta by rzucić jakąś kąśliwą uwagą lub zaprzeczyć moim domniemaniom. – Thor na pewno też tego chce. Jesteś dla niego ważny, zrozum to.
— Nie rozśmieszaj mnie. – Pokręcił głową, śmiejąc się przy tym niewesoło. – Nigdy nie będziemy kochającymi się braćmi. Nie ma mowy. – Odwrócił się ode mnie, unosząc dumnie głowę.
— Nie zachowuj się jak dziecko. – Wytknęłam mu jego zachowanie. – Święta są raz do roku. Raz! Czy to tak dużo? Jedna wizyta, tylko jedna!
Loki znów pokręcił głową, zaciskając zęby. Był uparty jak osioł, chyba nawet bardziej ode mnie. Trzymał ręce w kieszeniach i nie patrzył w moja stronę.
— No weź… – Marudziłam dalej, ciągnąc go za rękaw koszuli. – Nie możesz zrobić tego dla mnie?
Loki posłał mi mordercze spojrzenie, ale niezbyt mnie to obeszło.
— Wiesz, że to cios poniżej pasa… – syknął.
Posłałam mu najszerszy uśmiech, na jaki było mnie stać.
— Wiem. – Pokiwałam głową z uśmiechem nieschodzącym mi z twarzy.
Loki wzniósł oczy do nieba, jakby szukał tam pomocy. Jeśli Heimdall teraz się nam przyglądał, na pewno miał z nas niezły ubaw.
— Dobrze. Pomyślę – powiedział bez entuzjazmu, lecz dla mnie liczyło się to, że chociaż próbował. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam.
— Widzisz, to nie takie trudne – powiedziałam, nadal uradowana.
— To jest bardzo trudne – wycedził. – Ty jesteś naprawdę niemożliwa – zrzędził, ale jednocześnie przycisnął mnie mocniej do siebie i oddał pocałunek ze zdwojoną intensywnością.
— Sam się na to pisałeś – odparłam wzruszając ramionami, gdy oderwaliśmy się od siebie.
— Taak… I chyba należy mi się za to nagroda.
Loki złapał mnie nagle w pasie i wziął na ręce.
— Co ty robisz? – Uniosłam brwi, zastanawiając się, co też bóg teraz planuje. Trzymałam się kurczowo jego karku i przylgnęłam do niego mocniej, instynktownie szukając w jego ramionach poczucia bezpieczeństwa. Chociaż z Lokim mało kiedy można było czuć się bezpiecznie. On tylko uśmiechnął się i ruszył w stronę wejścia do budynku. Nachylił się do mnie a jego oddech mile połaskotał mnie w ucho.
— Myślę, że czas na rozpakowanie mojego prezentu.
_________________________________________________________________________
No, mam nadzieję, że teraz nie leżycie gdzieś na podłodze i nie tarzacie się ze śmiechu xD I mam też nadzieję, że nie przesadziłam ze słodkością... 

Moi kochani, życzę wam spokojnych, rodzinnych świąt, wielu prezentów, a najbardziej Lokiego pod choinką owiniętego w jedynie(!) czerwoną kokardę. Po za tym niekończącej się weny, popularności, wielu obserwatorów i spełnienia wszelkich marzeń. Może marzeń o własnej książce? Czemu nie!
Trzymajcie się, wesołych świąt!

Natsuko