expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 5 października 2014

Rozdział 6



Zauważyłam, że jestem sama. Zostałam sama przeciw trzem wojownikom. Rzucili się na mnie z krzykiem a ja tylko patrzyłam na nich sparaliżowana.

-Megan!- Krzyk Lokiego wyrwał mnie z otępienia. Zobaczyłam, że pojawia się przed jednym z Wanów. Nie, z ulga zauważyłam, że to nie on, a jego kopia, bo gdy mężczyzna w zbroi zanurzył w nim miecz, rozpłynął się. Prawdziwy Loki pojawił się przed wojem najbardziej wysuniętym na lewo i uderzył go z całej siły w głowę. Hełm rezonując, ogłuszył napastnika. Ale wiedziałam, że nie mogę dłużej zachwycać się siłą boga, który gołą pięścią sprawił, że jeden z wojów nie mógł ustać na nogach.

W moją stronę znów zbliżało się dwóch pozostałych mężczyzn.

Wyciągnęłam ręce do przodu i zaraz zerwał się wiatr. Lodowe odłamki trafiały w napastników, ale nie mógłby im nic zrobić. Ich zbroje okazały się trudne do przebicia, jedynie wiatr zatrzymywał ich na krótkie chwile.

Zaczynałam się denerwować.

Wiedziałam, że mogę z siebie wykrzesać o wiele więcej, lecz chciałam to szybko zakończyć z dystansu , było oczywistym, że w bezpośrednim starciu z uzbrojonymi, potężnymi wojownikami nie mam najmniejszych szans.

Natychmiast skierowałam ramiona w stronę ciężkich, podkutych butów moich przeciwników. Sprawiłam, by ich stopy przymarzły do ziemi. Unieruchomiłam ich na chwilę i właśnie miałam zakończyć ich życie, gdy moją uwagę odwróciło coś innego.

Krzyk.

Zobaczyłam, jak Loki łapie się za bok, z którego obficie spływała krew. Czyli prawdą było to, co mówił niewidomy oraz to, o czym wcześniej wspominał Laufeyson- bóg nie miał mocy. Lub przynajmniej miał jej o wiele mniej, niż chciał.

Nie zastanawiałam się długo, od razu pobiegłam w stronę walczących i z furią uderzyłam na wojownika. Posłałam w jego stronę lodowe ostrza, nie patrzyłam gdzie lecą, po prostu dałam płynąć swojej mocy i czekałam na skutki. Kilka ostrych odłamków trafiło w nieosłonięte zbroją części ciała mojego przeciwnika. Zaczął krwawić z kilka ran, które przedarły najsłabsze fragmenty uzbrojenia w kolanach, łokciach i biodrach. Nadal jednak trzymał pewnie miecz w dłoniach. Opuściłam ręce dysząc, a on zwrócił wściekłe spojrzenie w moja stronę, Zakołysał bronią i zbliżył się do mnie. Zacisnęłam dłoń w pięść, którą zaraz pokryła gruba warstwa lodu. Uformowałam ostrze, które pokrywało moje ramię od barku, sięgając kilkanaście, może więcej centymetrów poza moją dłoń. To samo stało się z drugą ręką, Stworzyłam sama sobie namiastkę twardej zbroi.

Wojownik uniósł miecz i upuścił go na moje ramię, tnąc z boku.

Od razu zrozumiałam, jaki popełniłam błąd. Nie mogłam swobodnie manewrować swoją własną bronią. Krepowała mi ruchy. Zaczęłam panikować, ale na szczęście szybko się opamiętałam i uwolniłam ramiona, zostawiając pokrywę tylko do łokci.

Napastnik znów zabrał się do ciosu. Uderzył na mnie od góry, a ja zablokowałam cios lewą ręką. Uderzenie było naprawdę potężne, niemal się wywróciłam. Zatoczyłam się do tyłu, cofnęłam o kilka kroków i w końcu zachowałam równowagę. Nie miałam jednak czasu na odpoczynek, mój przeciwnik znów zabierał się do ciosu. Tym razem nie zawracałam sobie głowy parowaniem, tylko od razu uniknęłam masywnego ostrza. Znów wybiło mnie to z równowagi, lecz tym razem udało mi się wyprowadzić atak. Zadałam cios moją prymitywną bronią tuż pod żebra Wana, trafiając między blachy zbroi. Z satysfakcją odkryłam, że udało mi się go zranić.

-Uważaj!

Instynktownie rzuciłam się w bok i wylądowałam w kuckach na trawie, dalej od woja. Nie zauważyłam, że dwóch pozostałych napastników, których unieruchomiłam, już zdążyło się uwolnić i pokraść do mnie niezauważenie. Gdyby nie ostrzeżenie Lokiego, rozpłatali by mnie na pół.

Nie wiedziałam co robić, Loki był ranny, a ja nie miałam pomysłu, jak rozprawić się z tymi pieprzonymi Wanami. Zacisnęłam zęby. To nie mogło się tak skończyć. Dam radę.

Uwolniłam lewą rękę i dłonią dotknęłam ziemi. Zamknęłam oczy. Całą swoją złość skierowałam w stronę tych sukinsynów. Trawa przede mną zaczęła zmieniając się w martwe, zimne morze. Fala chłodu przesuwała się w stronę trzech najemników niewidomego. Wcisnęłam palce w glebę i zimno zaczęło pełznąć wzdłuż ich ciał. Zaczęli padać na kolana, nie mogąc utrzymać się na nogach.

Jednemu z nich broń wyleciała z dłoni. Złapał się nagle za radio, łapczywie łapiąc powietrze.

Rzuciłam okiem na Lokiego. Jedną dłoń nadal przyciskał do rany, ale druga miał wyciągnięta przed siebie. To on dusił wojownika.

Kontynuowałam swoje zadanie. Zimno dosięgało już serc i płuc dwóch pozostałych Wanów. Sięgałam do ich gardeł, wstałam i w przypływie złości wypuściłam jeszcze większa ilość mocy. Fale zimna i okruchów lodu przepływały przez ich organy, mózgi, kości i mięśnie. Po chwili zamiast nich stały sztywne lodowe rzeźby.

Opuściłam dłoń i uwolniłam druga rękę. Odetchnęłam głęboko, zadyszałam się, byłam zmęczona, ale ostatkiem sił trzymałam się na nogach. Wyprostowałam się dumnie i spojrzałam z nienawiścią na niewidomego.

-U… zimno się zrobiło- Potarł teatralnie ramiona- Czuję zapach krwi… Czy to ty, Loki? Czuję Jotuńską krew. To ty ich załatwiłeś? Czy ta kobieta?- Pokręcił głową- Głupiec ze mnie, że pomyślałem o tobie. Przecież ty jesteś taki słaby… Nie bój się, pozwolę ci odpocząć.

Wokół niego zaczęły pojawiać się takie same promienie, jakie towarzyszyły mu podczas przybycia tutaj.

-Wrócę z silniejszą armią. Nie myśl, że ci odpuszczę. Za śmierć karze się śmiercią!- krzyknął, po czym zniknął w kolumnie oślepiającego światła. O co mu chodziło? Kim on, do cholery, był?

Odwróciłam się, aby zasypać Lokiego lawiną pytań, ale przecież był ranny. Leżał w kałuży krwi, nadal trzymając się za ranę.

Podbiegłam do niego i opadłam przy nim na kolana. Dyszał ciężko, koszulę miał doszczętnie przemoczoną na prawym boku, krew była na jego rękach. 

Odjęłam delikatnie jego dłoń od rany i nie bawiąc się w rozpinanie koszuli, po prostu pociągnęłam za jej krawędzie, odrywając guziki.

Aż jęknęłam. Miecz trafił Lokiego między żebra, właściwie ryjąc ranę na wylot.

Bóg był blady jeszcze bardziej niż zwykle i zaczynał tracić przytomność.

-Loki!- Ujęłam jego twarz w dłonie, brudząc ją krwią, którą były pokryte moje ręce-Spójrz na mnie!

Ledwo co otworzył oczy, patrząc na mnie mętnym wzrokiem. Przeraziłam się, widząc go w takim stanie. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, bałam się, że nie uda mi się mu pomóc.

-Proszę cię, nie zamykaj oczu, nie zasypiaj, nie zasypiaj!- Potrząsnęłam nim, gdy tylko jego powieki zaczęły opadać. Syknął z bólu, ale oczy miał otwarte.

-Muszę cię stąd zabrać- Podniosłam go do pozycji siedzącej i przerzuciłam sobie jego ramię przez kark. Jednocześnie objęłam go i ze stęknięciem dźwignęłam z ziemi.

Warknął i zachwiał się.

-Musisz wytrzymać, proszę cię- pociągnęłam go za sobą- To tylko kilka kroków.

Oparł głowę o moje ramię, ale szedł. To znaczy wlókł się.

Czułam jak moja koszulka moknie od jego krwi. Zacisnęłam zęby i przyspieszyłam. Wdrapałam się na zbocze, właściwie wciągając na nie Lokiego, który co i rusz syczał z bólu. Przynajmniej był przytomny.

Dotarłam do samochodu. Był otwarty, bo dookoła nas nie było cywilizacji. Byliśmy pośród lasów i łąk, więc auto było raczej bezpieczne. Zostawiłam je po prostu na poboczu.

Otworzyłam drzwi od strony pasażera i pomogłam Lokiemu wsiąść. Pochyliłam się nad nim pociągnęłam za dźwignię do opuszczania siedzenia, żeby bóg mógł się położyć.

Potem szybko pobiegłam do bagażnika i wyciągnęłam z niego apteczkę pierwszej pomocy. Roztrzęsionymi dłońmi wyjęłam z niej butelkę wody utlenionej i przez chwile mocowałam się z nakrętką. W końcu mi się udało i bezceremonialnie, obficie polałam wodą ranę. Loki krzyknął przez zaciśnięte zęby, ale nie wyrywał się. Potem wzięłam się za obwiązywanie jego rany bandażem.

-Musze cię zabrać do szpitala- zakomunikowałam, kontynuując robienie prowizorycznego opatrunku.

-Nie jadę do żadnego szpitala- wycedził przez zaciśnięte zęby.

-Co?- Mocniej pociągnęłam bandaż i bóg jęknął- Muszę cię tam zabrać, potrzebujesz profesjonalnej opieki!

Uniosłam się gwałtownie i natychmiast tego pożałowałam, czując ból głowy, po uderzeniu w nadwozie auta. Zaklęłam siarczyście i pomasowałam bolące miejsce.

-Nigdzie. Nie. Jadę-warknął – Chcę wrócić do twojego mieszkania.- Zamknął oczy i odwrócił głowę.

-Mam w dupie to, czego chcesz!—­­krzyknęłam i zawiązałam bandaż najmocniej jak umiałam. Loki znów jęknął- Zabieram cię do szpitala.- Nie czas było na jego zachcianki, teraz był zdany na mnie i powinien się mnie słuchać, zamiast wydziwiać.

-Nie!- Złapał mnie za nadgarstki i ścisnął z całej siły. Nie podejrzewałabym, że jest jeszcze zdolny do takiego wysiłku. Spojrzał na mnie twardo- Masz mnie zabrać do siebie. Nie oddam się w obce ręce, nie ufam Midgardczykom.

Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem.

-Loki, do kurwy nędzy- warknęłam- Niech cię diabli…

Zatrzasnęłam z hukiem drzwi i obeszłam samochód, aby wsiąść z drugiej strony.



Jechałam najszybciej, jak mogłam. Na moich oczach Loki słabł coraz bardziej. Co chwilę sprawdzałam czy nadal jest przytomny. Jego klatka piersiowa ledwo się podnosiła podczas oddychania.

Pech chciał, że akurat w mieście zaczęły się godziny szczytu. Zgrzytałam zębami z bezsilności i trąbiłam non stop, ale wiadomo było, że moje wysiłki są bezużyteczne. Uroki mieszkania w centrum.

W końcu zauważyłam jakąś boczną uliczkę i bez wahania w nią skręciłam. Miałam nadzieję, że ominę w ten sposób korki.

Skręciłam w prawo, kierując się równolegle do poprzedniej trasy. Droga była wąska, obskurna i na pewno nieprzeznaczona dla samochodów. Ale parłam do przodu, droga wiodła cały czas prosto, gdy z niej wyjechałam, znajdowałam się dalej od mojego miejsca zamieszkania, dodatkowo zrobiłam dość duży objazd, ale lawirując uliczkami chyba szybciej się tam dostałam, niż główną, zakorkowaną trasą. Wjechałam na parking i zatrzymałam się jak najbliżej wejścia. Trochę zbyt gwałtownie zahamowałam, więc porządnie nami zarzuciło. Loki stęknął, gdy pas bezpieczeństwa wżynał mu się w ciało. Szybko wysiadłam i uwolniłam go. Ponownie zarzuciłam sobie jego ramię na szyję i jakoś wysiadł z samochodu. Bandaż na jego torsie całkiem przesiąkł od krwi. Co ja miałam zrobić? Stracił jej zbyt wiele, wiedziałam, że normalny człowiek długo by w takim stanie nie przeżył, natomiast nie wiedziałam, jak to jest z bogami.

Wtoczyliśmy się do budynku. Bałam się, że Loki zaraz straci przytomność i nie dam rady go zanieść do mieszkania.

-Proszę cię, wytrzymaj…-Cały czas szeptałam mu do ucha. Weszliśmy do windy. Krople krwi spływały z naszych dłoni na podłogę, ohydnie ją plamiąc.

-Szybciej, no szybciej- mamrotałam pod nosem, patrząc na wolno przesuwające się numery pięter. W końcu dojechaliśmy na samą górę. Wyszarpałam z kieszeni klucze i otworzyłam drzwi do mieszkania.

-Już jesteśmy, jeszcze tylko kilka kroków- wysapałam i powlokłam boga do sypialni. Ostatkiem sił właściwie zrzuciłam go na łóżko. Słyszałam, jak gwałtownie łapał powietrze.

-No już.- Pomogłam ułożyć mu się na plecach- oczekaj na mnie i błagam, nie zasypiaj.- Zmusiłam go, aby na mnie spojrzał. Pokiwał głową.

Pobiegłam do kuchni po butelkę mineralnej, a wracając zabrałam z łazienki bandaże i ręczniki.

Wróciłam do sypialni i z ulgą stwierdziłam, że Loki nadal jest przytomny.

Rzuciłam wszystko, co miałam w rękach, na podłogę i zerwałam z niego koszulę, a potem przesiąknięte bandaże. Następnie polałam ranę wodą, aby ja oczyścić i zmyć z ciała krew. Osuszyłam ranę ręcznikiem a potem zawinęłam go w rulon i podłożyłam Lokiemu pod łopatki. Teraz łatwiej było mi założyć nowy opatrunek. Ale co to da? Taka rana sama z siebie się nie zregeneruje. Zaczęłam panikować. Nie, nie miałam innego wyjścia. Musiałam zadzwonić po pogotowie.

-Loki- Dotknęłam jego twarzy, nadal ubrudzonej krwią- Muszę zadzwonić po pogotowie. Ty tego nie przeżyjesz.

Spojrzał na mnie wzrokiem na granicy przytomności.

-Nie dzwoń. Przeżyję.

-Gówno prawda, nie przeżyjesz!- Złapałam go za ramiona, kompletnie wyprowadzona z równowagi jego upartością- Co ja mam zrobić?! Co?! Znasz jakieś cudowne zaklęcia, leki?! Co mam zrobić?!- krzyczałam mu w twarz, nie wiedząc, jak do niego przemówić. Głos uwiązł mi w gardle i czułam, że zaraz się popłaczę, jak dziecko, z bezsilności.

-Cicho.- Skrzywił się- Znam.

-Nie… Co?- Puściłam jego ramiona.

-Znam. Zaklęcie- odpowiedział, cedząc słowa. Miał coraz większe trudności z mówieniem i oddychaniem.

-Serio?- Chciałam się upewnić-Znasz jakieś zaklęcie uzdrawiające?

-Znam.-Mimo złego stanu, było widać, że jest zirytowany moim zachowaniem.

-No to mów! Na co czekasz?

-To na nic.- Pokręcił głową- Nie dasz rady, nie…- syknął z bólu- Nie uczyłem cię tego, nie masz zdolności…

- Co z tego? Błagam, Loki, daj mi spróbować!- Złapałam jego dłoń i ścisnęłam. Spojrzał na nasze złączone ręce a potem na mnie. Skinął abym się przybliżyła. Nachyliłam się nad nim, żeby usłyszeć wyszeptaną przez niego formułę. Była w obcym języku, ale ja go rozumiałam doskonale.

Puściłam jego rękę i obie dłonie położyłam na jego boku. Zaczęłam szeptać mantrę, nie przestawając ani na chwilę. Zamknęłam oczy i sięgnęłam w głąb siebie, szukałam w sobie sił, które pozwolą mi uleczyć Lokiego. Chłód zaczął wydobywać się spod moich palców, otworzyłam oczy i spostrzegłam, że rana przestała krwawić, a Loki oddychał już spokojniej. Ale ja nadal nie przestawałam.

-Wystarczy- Bóg położył dłoń na moich dłoniach i przerwał mi. Wzrok znów miał przytomny.

-Nie, jeszcze nie.- Mój głos był słaby, nagle poczułam się bardzo zmęczona. Ale nie chciałam przestać- Nadal cię boli, rana jest głęboka.- Odsunęłam jego dłoń i wróciłam do uleczania go. Zamknęłam się na cały świat zewnętrzny i słyszałam tylko swój własny głos.

Nagle poczułam szarpnięcie. Otworzyłam oczy.

-Wystarczy!- Napotkałam gniewne spojrzenie Lokiego. Uniósł się na łokciu i trzymał mnie za ramię.

-No już dobrze- Odjęłam dłonie od jego żeber- Jak się czujesz?

-Teraz chyba lepiej od ciebie.- Patrzył na mnie uważnie- To wyczerpujące zaklęcie, nie powinnaś tak się przemęczać.

-Nic mi nie jest.- Uspokoiłam go i wstałam. Zakręciło mi się w głowie, poczułam, że mam nogi jak z waty i musiałam oprzeć się o krawędź łóżka.

-Meg?- Laufeyson wyciągnął rękę w moją stronę.

-Nic mi nie jest- powtórzyłam, kręcąc głową- Trzeba otworzyć tu okno.

Podeszłam do okiennic i otworzyłam je na oścież. Twarz owiało mi podeszczowe powietrze, co trochę mnie orzeźwiło. Znów odwróciłam się do łóżka.

-Połóż się, ja zaraz wrócę.- Uśmiechnęłam się do Lokiego, aby pokazać mu, że wszystko jest w porządku. Zebrałam się w sobie i jakoś przebyłam drogę dzielącą mnie od drzwi.

Gdy tylko wyszłam z pokoju, od razu oparłam się o drzwi i odetchnęłam głęboko. Stałam tak przez chwilę, aż przestalam widzieć ciemne plamki. W końcu dowlokłam się do kuchni i wyjęłam z lodówki butelkę wody. Zaczęłam pić łapczywie, zimna woda przynosiła mi ulgę. Potem umyłam ręce pod kranem i ochlapałam twarz. Poczułam się trochę lepiej. Wzięłam jeszcze jedną butelkę, szklankę i wróciłam do sypialni.

Usiadłam na krawędzi łóżka.

-Boli cię?- zapytałam boga, nalewając wodę do naczynia.

-O wiele mniej- odpowiedział.

-Potem jeszcze spróbuję- oznajmiłam, podając wodę Lokiemu.

-Nie będzie żadnego potem- warknął, odbierając szklankę. Wychylił ją jednym haustem.

-Będzie, będzie- zapewniłam go, polewając czysty ręcznik wodą z butelki.

-Nie…

-Nic już nie mów- przerwałam mu. Odebrałam mu puste naczynie, odstawiłam je na szafkę nocną i zabrałam się za obmywanie jego twarzy z krwi. Nie odezwał się i w milczeniu pozwolił mi działać. Potem obmyłam mu jeszcze ręce i klatkę piersiową. Dłonie trochę mi drżały i nie byłam pewna czy był to na pewno skutek zmęczenia. Czułam się naprawdę dziwnie, opiekując się Lokim i pomagając mu… w taki sposób.

Gdy już skończyłam, pozbierałam wszystko, co było niepotrzebne i wyniosłam z pokoju.

-Meg.- Przy drzwiach zatrzymał mnie głos Lokiego. Odwróciłam się- Przyjdź jeszcze do mnie na chwilę.

-Powinieneś odpoczywać- zaoponowałam- Przydałoby ci się trochę snu.

-Przyjdź.- Jak zwykle nie prosił, tylko mi rozkazał. Ale powiedział to nad wyraz spokojnie i łagodnie. Odwróciłam się z westchnięciem.

Wrzuciłam ręczniki do pralki a porwaną koszulę i bandaże, do kosza, po czym wróciłam do sypialni.

Tak, jak poprzednio, usiadłam na krawędzi łóżka i spojrzałam wyczekująco na boga.

-Po co to zrobiłaś?- zapytał. Podniosłam brwi, nie wiedząc, o co mu chodzi.

- Po co mną się opiekujesz, po co mnie uleczyłaś?- Uniósł się na łokciach, aby usiąść i oprzeć się o wezgłowie łóżka. Chciałam go powstrzymać, ale nie zwrócił na mnie uwagi.

-A co, miałam cie tam zostawić?- Spojrzałam mu w oczy i zauważyłam, że tak właśnie myślał.

-Mogłaś mnie zostawić, mieć mnie w końcu z głowy.

Odwróciłam wzrok i uśmiechnęłam się pod nosem.

-Nie mogłabym spać ze świadomością, że tak po prostu się zostawiłam. Po śmierci pewnie straszyłbyś mnie po nocach.

Uśmiechnął się lekko na ta uwagę.

-U nas duchy raczej nie spacerują sobie po wszystkich 9 krainach.

Tym lepiej dla mnie.

Zapadła między nami krepująca cisza. Raptem coś sobie przypomniałam.

- Nie chcę cię męczyć i na razie odpuszczę sobie odpytywanie cię, ale… Powiesz mi chociaż kto nas zaatakował?

Mina od razu mu zrzedła, w oczach pojawiła się złość. Może nie chciał w tym momencie o tym mówić, ale ja musiałam wiedzieć. Prędzej czy później i tak musi mi wszystko wyznać.

-To był mój brat. Oczywiście nie rodzony.

-No cóż… Domyślam się. I nie był to Thor, prawda? Chyba, że pominąłeś kilka rzeczy, gdy o nim opowiadałeś?

Zaprzeczył ruchem głowy.

-Nie. To był Hodur. Teraz mieszka w Wanaheimie.

Czekałam, aż powie coś więcej, ale milczał, jak zaklęty.

-Czemu mi o nim nie powiedziałeś? Co się stało?- Próbowałam cos z niego wydusić. Wiedziałam, że to bezskuteczne, bo jak Loki się zaprze, to ciężko jest cokolwiek na to poradzić.

-To długa historia- odparł zmęczonym głosem, jakby próbował dać mi do zrozumienia, że to już koniec rozmowy. Cóż, sama powiedziałam, że na razie nie będę go wypytywać.

-No dobra.- Wstałam- Idź już lepiej spać. Jak wydobrzejesz, wszystko mi opowiesz.

Zostawiłam go z własnymi myślami i wyszłam z pokoju.

~~~

Dosłownie padłam na kanapę. Powinnam zmusić się do poczołgania do łazienki, ale nawet na to nie miałam siły. Chciałam tylko spać. Obojętnie gdzie, w jakiej pozycji i w jakich warunkach.

Ostatkiem sił ściągnęłam z siebie koszulkę. Cały jej lewy bok był ubrudzony zeschnięta krwią. Odrzuciłam ją na podłogę i z powrotem opadłam na poduszki sofy.

Ale sen tak szybko nie nadszedł. Po głowie obijało mi się mnóstwo pytań. Czemu Loki nie powiedział mi o swoim bracie? Czemu Hodur nas zaatakował, przed czym się ukrywał, o czyjej śmierci mówił? Bałam się, że niewidomy znów nas zaatakuje. Mówił coś o armii, a wtedy raczej ja z Lokim sobie sami nie poradzimy. Nie, teraz powinnam skupić się na uleczeniu Lokiego. Pomyśleć, że jeszcze ponad 2 tygodnie temu chciałam wykorzystać fakt, że spał i zabić go, albo chociaż ogłuszyć patelnią. Niestety, gdy miało już do tego dojść, bóg się obudził, a ja musiałam się gęsto tłumaczyć, dlaczego stoję nad z nim z patelnią w ręku. Nie wiem, czy łyknął wtedy historyjkę o robieniu śniadania.

Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. W sumie Loki miał do mnie dużo cierpliwości. Tak samo, jak ja do niego.


___________________________________________________________
e_e I have no idea what i'm doing
Musiałam zakończyć tak. Bo tak. Jakoś tak muszę rozdziały rozplanować. Nie mam weny. Na razie nudy. No wybaczcie. To chyba na tyle.
Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze i miłe słowa.

18 komentarzy:

  1. NO, no, no, no!!! Nie zgadzam się! Ja chcę jeszcze czytać! Serce mi waliło, myśli świrowały... Och, czemu to już koniec?
    TO było piękne i smutne za razem. Ranny Loki, opiekuńcza Meg, zły Hodur... Ja chcę więcej.
    Pozdrawiam,
    Viv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yh... Fajnie, że ten rozdział wzbudził u ciebie takie emocje, nie spodziewałam się.
      Tak to sobie rozplanowałam, akcja tego wymaga :(
      Piękne... jejku... Dziękuję... Ale i tak obiecuje, że następnym rozdziale będzie lepiej i dłużej.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nudy? Chyba zartujesz?
    To było cudowne, wczulam się. Byłam tam podczas tej walki. Moija wyobraznia nadal buzuje. Meg niesamowicie sobie poradziła. Podoba mi się, ze ujelas to tak, ze na poczatku dobrze jej nie szło. Panikowała, robiła błędy. :-). Ale później byla groźna, świetna!
    No i Loki. Eh... Przezywalam to razem z Meg. Kiedy wlokla go do samochodu, to zniecierpliwienie stojąc w korku, czekając na windę. Aż mi wypieki wyskoczyły. Dosłownie w bawisz się moimi emocjami. Hodur mnie zaintrygowal, ale tajemniczo... Uwielbiam!
    Ja chce więcej! ^^. Życzę wiec weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze... Nie wiedziałam, jak to odbierzecie. Cały czas mnie zaskakujecie... Cieszę się, że możesz wczuć się w sytuację, poczuć te same emocje, co moja bohaterka. To jest chyba największa pochwala dla autora, że można poczuć to opowiadanie.
      Właśnie o to mi chodzi, aby postacie były prawdziwe, ludzkie. jeśli udało mi się to osiągnąć, to dla mnie już jest jakiś sukces. Wiem, że jeszcze daleko mi do doskonałości, ale to są takie małe kroki do bycia coraz lepszym.
      Eh... Dziękuję jeszcze raz :) Mam nadzieję, że moja wena wróci, a poziom mojego opowiadania cały czas będzie rósł. Naprawdę, już nawet nie wiem, co mam napisać. Dziękuję!

      Usuń
    2. Kurde ale narobilam błędów w komentarzu XD. Teraz dopiero zobaczyłam. Pisalam szybko i w ogóle na tablecie, a on lubi czasem pisać po swojemu. Eh..
      Nie ma za co. Bardzo dobrze Ci idzie. Zazdroszcze Ci, ze umiesz tak tworzyć bohaterów. I sprawiasz, ze czytelnicy odczuwają takie emocje. :-). Brawo.
      Również mam nadzieje, ze Twoja wena daleko nie uciekła i wróci szybko.:-) pozdrawiam!

      Usuń
    3. Dobrze,że w komentarzu, a nie np. w rozdziale, jak ja to mam w zwyczaju xD Wszystko jest w porządku, a potem wychodzą różne kwiatki...
      Ty akurat nie musisz mi tego zazdrościć, bo sama robisz to świetnie :D
      Wena powraca... Ale bardzo powoli ;)

      Usuń
  3. Meg jaka determinacja w ratowaniu Lokiego, ale nie dziwię się, że panikowała, chyba sama nie zachowałabym dużo zimnej krwi. A Loki zresztą też się zdziwił że osoba którą prześladuje, wręcz terroryzuje pomaga mu uniknąć śmierci. Też bym była zaskoczona. Trochę to masochistyczne xD. Ale co tam. Fajny rozdział nie wiem co ci nie pasuje xD,

    Pozdrawiam,
    Ev

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, aż tak ją terroryzuje? Może trochę, ale po za tym stał się jej bliższy przez to, iż tak samo jak on, nie psuje do swojego świata.
      Nie wiem w sumie, ja to postrzegam tak, że trochę trudno zostawić tak po prostu człowieka na pastwę losu. Z jej perspektywy, Loki nie jest jej wrogiem, nie bije jej, nie gwałci xD Jest kimś, kogo wolałaby unikać, ale dużo ja nauczył, choć jego pobudki wcale nie są szlachetne.
      Na pewno Meg będzie jeszcze tego żałować...
      Dziękuję za opinię i pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Witam!
    Na początku chciałam się usprawiedliwić i powiedzieć, że skomentowałabym wczoraj, ale dosłownie kiedy była w połowie rozdziału internet w komputerze się wyłączył, a nie lubię czytać na telefonie ;/
    Rozdział jest niesamowity! Uwielbiam scenkę walki (nie dlatego, że nie umiem pisać takich scenek... ale w sumie dlatego też), i scenę kiedy Meg leczy Lokiego :3
    Szkoda, że Loki nie może być przez chwilę uczuciowy... fajnie by było ale dobrze wiem, że to się nie stanie... chyba, że się stanie? Byłoby zarąbiście, ale Loki to Loki :)
    Uwielbiam :)
    Weny życzę i informuję o moim nowym rozdziale jak będziesz chciała to go przeczytaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, nie ma problemu :)
      Cieszę się, że ci się podobało. Bardzo się obawialam o ten rozdział... Powiem tylko tyle, że będzie sie działo... Różnie :)
      Byłam juz u cb, jak tylko znajdę chwilkę, to skomentuję, obiecuje!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Wybacz za zapłon nie mam internetu i czasami mnie to wkurza mam nadzieję że ci debile z gminy się pośpieszą i to podłączą ehhh co do rozdziały jest coraz lepiej.Świetna ta scena walki szczególnie że ostatnio jestem podjarana filmem Więźnień labir6yntu polecam ;3 świetne.Sytuacje Meg-Loki rzygam tęczą(w dobrym kontekście ^^)
    Pozdrawiam Lupin
    Ps.Wpadnij do mnie czasami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, ok, nie będę cię za to kamieniować :D To twoja dobra wola, że tu zaglądasz... I cieszę się, że mogę cię tu gościć :)
      Fajnie, że ci się podobało, bardzo mi zależało na scenie walki...
      Hah, byle nie za dużo :D
      Byłam już u cb i skomentowalam.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Zapraszam na nowy rozdział.
    Sory, że tak pod postem spamuje, ale spamu nie znalazłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę wszystko na głównej.
      Na razie nie mam czasu przeczytać i skomentować, ale na pewno zajrzę.

      Usuń
  7. Hej. Dziękuje za pobranie mojego szablonu :D
    Żeby nie było szarego tła wejść w dostosuj -> zaawansowane -> i wszędzie gdzie będzie ten szary, którego nie powinno być wpisz transparent :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział :D Twoje opowiadanie bardzo mnie wciągnęło i wręcz nie mogę się od niego oderwać ;) Cały czas zastanawiam się co będzie dalej i jak to się wszystko potoczy, a tu pojawia się ten rzekomy brat Lokiego i pytań jeszcze więcej :)
    Swoją drogą chciałabym przeczytać bardziej rozszerzoną scenę z patelnią. To naprawdę musiałoby być coś :) Mam nadzieję, że po tym co Mego zrobiła dla Lokiego, on w końcu zacznie ją doceniać przynajmniej w swoich myślach, bo wątpię, żeby zaczął ją lepiej traktować. Choć kto wie, kto wie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nawet nie wiesz, jak się cieszę, gdy to czytam!
      Ach, scena z patelnią xD Myślę, że to nie będzie jedyna scena, kiedy to Meg będzie chciała Lokiego zamordować :D
      No Loki to Loki, z nim jest bardzo ciężko |D
      Dziękuję Ci bardzo, pozdrawiam!

      Usuń
  9. Uff, czyli to nie był Thor. Wspominałam, że znam się na mitologii jak kura na pieprzu? :D
    Sceny z fanfików z rannym Lokim są najlepsze i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Wielka radość <3

    OdpowiedzUsuń